
Kompozytorów muzyki klasycznej uważamy często za osoby spędzające całe swoje życie w jakimś pomieszczeniu z instrumentem i otoczone mnóstwem pokreślonych kartek, zawierających zapis nutowy powstających utworów. Faktycznie, w takim wyobrażeniu kompozytorskiej pracy, jest wiele słuszności. Aby jednak zaczerpnąć inspiracji, kompozytorzy musieli od czasu wyjść ze swoich muzycznych „gabinetów” pracy i zachwycić się otaczającym ich światem lub po prostu gdzieś wyjechać. Takim źródłem postania mogłoby pochwalić się wiele utworów, a wśród nich napewno „3. Symonia” Feliksa Mendelssohna.
„3. Symfonia” zawdzięcza swoje powstanie wrażeniom jakie kompozytor odniósł w czasie młodzieńczej podróży do Szkocji. Stąd, obok nazwy zawierającej numer, nazywamy ją często po prostu „symfonią szkocką”. Jak na symfonię przystało, składa się ona z czterech części, a sam jej początek jest jakby trochę tajemniczy i mistyczny. Świadomość, że dzieło powstało jako wyraz fascynacji przyrodą Szkocji, bardzo szybko rodzi w myślach mgliste krajobrazy szkockich wrzosowisk, a nad nimi zamglone szkockie wzgórza. „Symfonia szkocka” Feliksa Mendelssohna to jednak nie tylko hołd złożony pięknu i historii Szkocji, ale także arcydzieło romantyzmu, łączące emocjonalną głębię z mistrzowską formą. Przez kolejne części symfonii, kompozytor wspaniale prowadzi nas przez różnorodne stany ducha, dlatego zapraszamy na chwilę zadumy z tym utworem.
Zapraszamy również do wysłuchania innych audycji z cyklu „Muzyka mistrzów”: