Przyjechali z różnych stron Polski, z różnymi doświadczeniami i oczekiwaniami. Dla części był to pierwszy fundacyjny wyjazd. Dla innych – powrót do miejsca, które już wcześniej stało się ważną częścią ich historii. Od 3 do 11 września ponad 200 stypendystów-maturzystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” spotkało się w Myczkowcach na obozie pod hasłem „Życie – niedokończony projekt”. Był to czas modlitwy, formacji, górskich wędrówek, rozmów, zabawy i budowania relacji. Przede wszystkim jednak – czas odkrywania siebie, Boga i drugiego człowieka.
Myczkowce przywitały stypendystów spokojem Bieszczad i przestrzenią, w której można było choć na chwilę zatrzymać się w codziennym pędzie. Obóz maturzystów jest szczególnym momentem przejścia – młodzi ludzie kończą jeden etap i rozpoczynają kolejny, a wspólnota pomaga im spojrzeć na przyszłość nie tylko przez pryzmat planów, ale również powołania, wiary i odpowiedzialności.
Pierwsze godziny obozu były dla wielu uczestników czasem niepewności. Nowe miejsce, nowi ludzie, nieznana jeszcze wspólnota. Anita Mika, stypendystka z Krakowa, przyznaje: Jak przyjeżdżałam na obóz to byłam przerażona. To był mój pierwszy wyjazd z Fundacją – wspomina. Kilka dni później jej perspektywa była już zupełnie inna – Bardzo szybko zżyłam się z dziewczynami w pokoju, poznałam świetnych ludzi i mimo wszystko wyjeżdżam z
obozu z uśmiechem na ustach – dodaje. To właśnie ludzie od początku byli jednym z najważniejszych elementów obozu. Podobnymi wrażeniami dzieli się Weronika Krusiewicz, starostka wspólnoty warszawskiej: W tegorocznych maturzystach zaskoczyła mnie otwartość i chęć do działania. Mieli w sobie dużo pozytywnej energii. Dla mnie liczyli się przede wszystkim ludzie, nasi maturzyści, którzy byli wokół i towarzyszyli w tych wspaniałych chwilach.
Rytm każdego dnia wyznaczały modlitwa i Eucharystia. Maturzyści uczestniczyli w konferencjach, warsztatach, adoracjach i spotkaniach Q&A, podczas których mogli pytać o duchowość, rozeznanie powołania, miłość i relacje, moralność chrześcijańską, a także o Kościół i relację wiary z nauką. Duchowy wymiar obozu podkreślała wspólna modlitwa z biskupem Stanisławem Jamrozkiem, biskupem pomocniczym Archidiecezji Przemyskiej oraz trud pielgrzymowania i modlitwa przy cudownym źródełku w Zwierzyniu. Ważnym elementem obozu były również górskie wędrówki. Uczestnicy wybierali spośród kilku tras prowadzących m.in. na Tarnicę, Połoninę Caryńską, Połoninę Wetlińską czy Krzemieniec. Wspólna droga, podobnie jak całe spotkanie, była okazją do rozmowy, wzajemnej pomocy i zatrzymania się na chwilę w codziennym biegu. Nie zabrakło także integracji – od gier i spotkań we wspólnotach akademickich, przez wspólne śpiewanie, aż po Bal Stypendystów i Galę TOTUS w Myczkowcach.
W kolejnych dniach uczestnicy coraz mocniej konfrontowali się z pytaniami, które naturalnie pojawiają się u progu dorosłości. Czym jest powołanie? Jak podejmować dobre decyzje? Jak budować trwałe relacje? Czym jest dojrzała miłość? Jak zachować wierność swoim wartościom w świecie pełnym różnych propozycji? Ważnym elementem była również Droga Krzyżowa, podczas której wspólnota wyruszyła poza ośrodek. Wieczorne ognisko pozwoliło
natomiast zatrzymać się przy prostych rozmowach i byciu razem.
Obóz nie był więc ucieczką od pytań o przyszłość. Przeciwnie – dawał przestrzeń, aby je stawiać i szukać odpowiedzi w świetle wiary, doświadczenia innych i własnej historii. Dla Julii Żurek, stypendystki z Krakowa, najważniejszym doświadczeniem stała się właśnie wspólnota i spotkanie z Bogiem: Przyjechałam na obóz z wieloma wątpliwościami, a wyjeżdżam z większym pokojem w sercu. Ten czas był dla mnie doświadczeniem wspólnoty młodego, radosnego i wspierającego Kościoła. Najważniejszymi momentami dla mnie były chwile adoracji i
uwielbienia, które były okazją do zbliżenia się do Boga – wspomina. Myczkowce to jednak nie tylko miejsce, które sprzyja wyciszeniu i refleksji. To także przestrzeń, do której chce się wracać. Dla wielu osób kolejne pobyty w Bieszczadach stają się powrotem do ludzi, wspomnień i doświadczeń, które trudno zostawić za sobą.
Karolina Roszkowska, szefowa wspólnoty białostockiej, w Myczkowcach była już po raz piąty. Jak sama zauważa, choć miejsce pozostaje to samo, każdy obóz ma swój własny charakter: Już po raz piąty spędziłam część wakacji właśnie w Bieszczadach. Jednak za każdym razem wyjazd wygląda inaczej – tworzą go ludzie, więc każdy obóz jest wyjątkowy – wspomina. – W tegorocznych maturzystach ujęła mnie ich ogromna otwartość, autentyczność i energia. Ich chęć działania, zaangażowanie i budowanie relacji zmotywowały mnie jeszcze bardziej. Utwierdzili mnie w przekonaniu, że we wspólnocie jesteśmy silni i razem możemy naprawdę wiele – dodaje. Obok relacji i wspólnoty ważnym wymiarem obozu pozostawała dla niej modlitwa. To właśnie połączenie codziennych spotkań, wspólnej drogi i czasu spędzanego z Bogiem sprawia, że Myczkowce stają się czymś więcej niż tylko miejscem kolejnego wyjazdu: Wspólne Eucharystie i adoracje nie tylko budowały każdego z nas wewnętrznie, ale też umacniały nas jako grupę. W Myczkowcach można zbliżyć się do Boga, do drugiego człowieka, ale też do samego siebie. Czuję się tu jak w domu i jestem ogromnie wdzięczna, że mogę tu wracać. Patrząc na tę grupę maturzystów, widzę siebie sprzed kilku lat i cieszę się, że mogę towarzyszyć im w odkrywaniu własnej drogi – kończy Karolina. Natomiast Szymon Radek, stypendysta z Lublina tak podsumowuje ten czas: Z obozu wyjeżdżam ze słowami z psalmu 61: „Na skałę zbyt dla mnie wysoką wprowadź mnie” i przekonaniem, że Dobry Ojciec wypełnia swoje obietnice. Był to dla mnie czas nawrócenia oraz budowania niesamowitych relacji. Jestem wdzięczny za otwartość i życzliwość ludzi,
których mogłem tu poznać.
Osiem dni w Bieszczadach dobiegło końca. Maturzyści wrócili do swoich miast, ale zabrali ze sobą coś więcej niż wspomnienia. Nowe relacje, doświadczenie wspólnoty, ważne pytania i większy pokój w sercu – wszystko to stanie się częścią ich dalszej drogi. Bo życie pozostaje niedokończonym projektem. A kolejny jego rozdział właśnie się zaczyna.
Tekst: Hanna Myszewska
